Dla Jakuba Kłosa i Marka Kołodziejczyka własny biznes stał się sposobem na niezależność. Chociaż wcześniej nie byli związani z branżą IT, to nauka programowania pomogła im usprawnić pracę ich firmy (www.jestemgit.pl,www.gitwakacje.pl), a także otworzyła ją na nowe rynki.

  • Automatyzowaliśmy rzeczy, które musieliśmy kiedyś codziennie robić sami – przyznaje Marek. – Stworzyliśmy narzędzia, które stały się darmowymi pracownikami. Oczywiście w takiej sytuacji moglibyśmy inaczej spożytkować ten czas. Dużo więcej pracować, dzięki czemu wszystko nabrałoby jeszcze większego pędu. Uważamy jednak, że nie do końca to jest celem samym w sobie. Trzeba szanować siebie i swoje życie, realizować marzenia. Marek i Jakub opowiedzieli o swoich początkach z programowaniem. O tym, jak pogodzili prowadzenie własnej firmy z udziałem w kursie Akademii oraz o tym, dlaczego tak ważne w życiu są zmiany i podejmowanie nowych wyzwań.

Kiedy skończyliście swój kurs?

**Marek:**Ja skończyłem pierwszą, trzymiesięczną edycję. Miało to miejsce w listopadzie 2015 r. **Kuba:**Ja z kolei skończyłem kurs w lutym 2016 roku.

Nie kończyliście tego samego kursu, skąd w takim razie się znacie?

**Kuba:**Decyzję o rozpoczęciu kursu w pierwszej kolejności podjął Marek. Od czterech lat prowadzimy razem firmę. Jesteśmy wspólnikami i z tego względu nie zdecydowaliśmy się pójść na kurs razem. Ktoś musiał w tym czasie zająć się firmą.

Czy Wasze dotychczasowe działania związane były z branżą informatyczną?

**Kuba:**Z IT nie byliśmy wcześniej w ogóle związani. Jednak myśl o zaangażowaniu się w tę branżę chodziła nam po głowie już od jakiegoś czasu. Aczkolwiek bardziej Markowi niż mnie. **Marek:**Zwiększone zainteresowanie branżą IT związane było z automatyzacją naszej firmy, którą chcieliśmy zacząć skalować. Z tego powodu wymyśliliśmy aplikację mającą na celu wspomóc zarządzanie. Realizację naszego pomysłu rozpoczęliśmy od znalezienia wykonawcy. Byliśmy bardzo zaskoczeni, gdy zobaczyliśmy wycenę, która okazała się przewyższać nasze możliwości finansowe. Z drugiej strony kwota ta zaintrygowała nas do tego stopnia, że zaczęliśmy zastanawiać się, dlaczego sami nie mielibyśmy zacząć pisać aplikacji? Od początku wykazaliśmy typowo biznesowe podejście.

Czy próbowaliście sami uczyć się programowania z ogólnodostępnych źródeł?

**Marek:**Ja uczyłem się samodzielnie z kursów on-line i książek. Pierwszą stronę internetową służącą do zarządzania zrobiłem sam, ale cały czas czułem niedosyt i potrzebę usystematyzowania wiedzy. Zbiegło się to też z okresem, w którym naszła mnie myśl o zmianie czegoś w swoim życiu. O kierunku tych zmian zdecydował przypadek. Podczas wyjazdu wakacyjnego wyświetliła mi się na Facebooku reklama infoShare Academy, którą potraktowałem jako swoisty znak. Od razu się zgłosiłem. Po powrocie z wakacji spotkałem się z Marcinem (Marcin Pokojski, ówczesny CEO InfoShare Academy – przyp. red.), któremu powiedziałem, że dam radę nauczyć się technologii sam i zapytałem, czy infoShare jest w stanie dać mi coś, czego ja sam nie zdobędę, ucząc się w domu. To właśnie po tej rozmowie z Marcinem zdecydowałem się na udział w kursie. **Kuba:**Ja od siebie chętnie dodam, że ta liczba kursów w Internecie jest ogromna, a nierzadko ich zakres obejmuje naprawdę wysokojakościowy materiał. Kiedy jednak człowiek ma na głowie wiele różnych spraw – począwszy od prowadzenia firmy, z czym związane jest duże zaangażowanie czasowe, po rodzinę i inne codzienne obowiązki – ciężko jest znaleźć motywację do spędzenia ośmiu godzin dziennie na kursie internetowym on-line. W takiej sytuacji brakuje presji grupy i współzawodnictwa, które towarzyszyły zajęciom w Akademii. Skoro wszyscy kursanci codziennie uczestniczą w zajęciach, to my też nie możemy sobie pozwolić, by któreś z zajęć po prostu opuścić. Oczywiście oprócz tego rodzaju motywacji, wchodzi też ta finansowa. Kurs stacjonarny może jednak okazać się takim momentem przełomowym także z innych względów, jako że granicę do świata IT stanowi nie tylko wiedza, ale też poznanie doświadczeń, których na żadnym kursie on-line nie zdobędziemy. Podczas zajęć w Akademii mamy styczność z ludźmi, którzy funkcjonują w branży po kilka, kilkanaście lat i „na żywo” są w stanie nam przekazać całkiem inną wiedzę, niż ktoś, kto prowadzi kurs internetowy.

Jak oceniacie sam kurs? Powtórzylibyście tę przygodę?

**Marek:**Jeżeli mam być szczery, to odpowiem tak, spróbowałbym. Teraz, gdy już sam uczę się nowych języków programowania, dostrzegam, że brakuje mi wspomnianej przez Kubę presji wytyczonego czasu na zdobywanie wiedzy. Ilekroć pracuję nad czymś innym albo ludzie wiedzą, że nie jestem wyłączony czasowo, to zawsze pojawia się coś do zrobienia, w skutek czego ta samodzielna nauka się przeciąga. W chwili obecnej uczę się Javy. Biorąc pod uwagę czas, który upłynął od momentu rozpoczęcia nauki aż do teraz, to tak naprawdę powinienem się nią już posługiwać. Nauka się rozwleka, ponieważ bez przerwy pojawia się coś dodatkowego do zrobienia. To wszystko, o czym teraz mówię stanowi powód, dla którego ponownie wziąłbym udział w kursie. **Kuba:**Ja myślę podobnie. Kurs jednak stanowił moment przełomowy. Trzeba było postawić wszystko na jedną kartę i spędzić w Akademii dwa-trzy miesiące, by wchłonąć tyle wiedzy, ile to tylko możliwe. Teraz staramy się w taki sposób rozdysponowywać obowiązki, dzielić czas i rozkładać akcenty, by wciąż znajdować czas na naukę i pracę w branży IT.

Myślisz o zmianie zawodu i wejściu do świata IT? Sprawdź nadchodzący zdalny kurs Machine Learning

Co, z tego, czego uczyliście się podczas kursu szczególnie przypadło Wam do gustu, a co niekoniecznie okazało się przydatne?

**Marek:**Moim zdaniem kurs w świetny sposób potrafi zapoczątkować programistyczną pasję. Natomiast sama wiedza, którą podczas niego zdobyłem jest w tak szybki i tak intensywny sposób przekazywana, że ja i tak nie byłem w stanie wykorzystać jej od razu, gdy po kursie zacząłem pracować u jednego z Partnerów Akademii. Cała ta wiedza nie okrzepła jeszcze na tyle, bym mógł z niej korzystać ad hoc. Kojarzyłem, że jakaś rzecz istnieje, ale i tak musiałem wyszukać informacji na jej temat, a nie tego do końca wymaga pracodawca. Jeżeli chodzi o moje zainteresowanie technologiami, to ta kwestia ulega zmianie. Podczas samego kursu dużo bardziej interesował mnie back-end np. PHP, ale żaden z Partnerów nie szukał back-endowca, ponieważ wszyscy szukali front-endowców. Podczas prezentacji naszych projektów back-endowych większe zainteresowanie budziła część front-endowa i to przeważnie jej dotyczyły pytania. Przypuszczam, że właśnie to mogło trochę skierować mnie w stronę front-endu. Stwierdziłem jednak, że nie chcę robić stron, ale aplikacje i tak trafiłem do firmy Goyello, w której pracowałem w AnguarJS. Po zakończeniu przeze mnie tego stażu założyliśmy z Kubą drugą firmę, tym razem o charakterze IT. Moje skłonności do back-endu zwyciężyły i teraz pracuję w Javie oraz PHPie. **Kuba:**Ja zdecydowałem się na swoją edycję kursu front-endowego z tego względu, że był to już drugi kurs, który w ogóle nie poruszał zagadnień back-endowych, co bardziej mi pasowało. Wolę skupić się na stronie designu, frontu, sposobie prezentacji wszystkiego oczom użytkownika. Mniej odpowiadają mi te tematy związane z back-endem i logiką biznesową. Z tego powodu akurat myślę, że ułożyło się dobrze i teraz, gdy pojawiają się jakieś rzeczy związane z back-endem to chętnie oddaję je Markowi i nie wnikam w to, co on tam robi. Ważne, że jemu takie zadania sprawiają satysfakcję. czytaj dalej >>

Coraz więcej firm zatrudnia całe teamy programistyczne. Nie zastanawialiście się nad taką formą współpracy?

**Kuba:**Zastanawialiśmy, ale boimy się zatrudnienia gdzieś na stałe. Po pierwsze nie wiemy, czy chcielibyśmy, a po drugie nie wiemy, czy zdołalibyśmy pogodzić wszystkie swoje obowiązki z etatem. Mamy tyle pomysłów i tyle dróg, które z powodu przesuwania wszystkiego w czasie, czekają żeby się nimi zainteresować, że nie wiemy, czy jeszcze praca gdzieś na stałe miałaby sens. **Marek:**Myślę też, że jesteśmy już za bardzo przyzwyczajeni do bycia niezależnymi jako przedsiębiorcy. Przyznam szczerze, że dla mnie czas po kursie, gdy pracowałem na pełnym etacie, nie należał do najłatwiejszych. **Kuba:**A to było aż pięć miesięcy! **Marek:**Tak. Być może nigdy nie byłem do tego stworzony. Pracowałem już wcześniej na etacie, aczkolwiek zawsze taki rodzaj pracy okazywał się dla mnie męczącym. Być może moja osobowość (Kuby też, bo jesteśmy bardzo do siebie podobni) nie sprzyja spędzaniu czasu razem z innymi w jakiejś firmie. Mnie i Kubę interesuje pozyskiwanie i wykonywanie zleceń, nawet tych długofalowych. Wiąże się z tym nie tylko tworzenie produktu, ale także utrzymanie. To jest nasz cel. **Kuba:**Nie zamierzamy się ograniczać w tej kwestii. Planujemy współpracę z innymi programistami, niewykluczone, że także tymi z Akademii. Jest to jednak jeszcze odległa przyszłość, bo na ten moment potrzebujemy ludzi bardziej doświadczonych. Niewykluczone jednak, że kiedyś przydadzą nam się juniorskie ręce do pracy i może wrócimy do infoShare’a jako partnerzy.

Kubo, a jak Ty wspominasz Akademię z pozycji właśnie wspomnianego juniora-kursanta?

**Kuba:**W moim przypadku jest tak, że niektóre technologie z kursu bardziej przypadły mi do gustu. Czułem sens ich przerabiania i poświęcania im większej ilości czasu. Taka praca u podstaw i złapanie dobrej bazy jest naprawdę niezwykle ważne na początku. Na pewnych etapach kursu odnosiłem jednak wrażenie, że staramy się na siłę przerobić założone na początku tematy, które odbiegają trochę od rzeczywistych potrzeb. Szczególnie koniec kursu był dla mnie takim trudnym momentem. Nie do końca czułem sens uczenia się niektórych technologii, podczas gdy trochę brakowało mi podstaw. Większość grupy nie radziła sobie do końca jeszcze z JavaScriptem, miała problemy przy niektórych zagadnieniach podstawowych takich jak np. CSS, a zaczynaliśmy już poznawać MongoDB czy NodeJS itp. Po ponad 1,5 roku od ukończenia kursu okazało się, że nikt do tej pory nie korzystał z tych technologii. Ja też nie. Więc gdybym miał jakieś zastrzeżenia, to odnosiłyby się one do tych ostatnich tematów. Ja jednak nadrobiłem te wszystkie drobne zaległości.

Przeczytaj także: Oczekiwania programistów vs rzeczywistość?

InfoShare Academy, to nie tylko nauka kodowania, ale także ludzie. Jak wspominacie ten aspekt kursu?

**Marek:**Ja myślę, że morale grupy bardzo mocno podnosiły kawa i cukierki. Bez tego na pewno nie dalibyśmy rady. To było bardzo dobre posunięcie. Twórcom Akademii należą się w tym miejscu gratulacje za dobrą organizację, która sprawiła, że cukierków zawsze było pod dostatkiem. Ratowały nasza psychikę i ciała. Jeśli natomiast chodzi o sam kurs, to grupa była bardzo zróżnicowana, zarówno po stronie prowadzących, jak i uczestników. Wśród wykładowców znalazły się osoby z bardzo dużym doświadczeniem, od początku związane z IT, co czyniło ich seniorami tej branży. Były też osoby z dość krótkim stażem, ale stosunkowo dużym doświadczeniem, dzięki któremu mogły nas uczyć.

Jest ktoś, albo coś, co szczególnie zapadło Wam w pamięć?

**Kuba:**Piłkarzyki (śmiech)! **Marek:**Warto wspomnieć o Bartoszu Cytrowskim, który zawsze budował bardzo fajną relację partnerską ze wszystkimi kursantami. Taka forma relacji była bardzo pożądana np. w sytuacjach, w których ktoś wstydził się zadać pytanie mogące wydawać się zbyt proste na późniejszym etapie nauki. Człowiek idący na kurs słyszy, że teoretycznie za te dwa-trzy miesiące dostanie nowy zawód i będzie gotowy do pracy. Tymczasem mija już połowa kursu, a on nagle nie wie czegoś podstawowego. Tym trudniej jest mu się do tego przyznać, że za chwilę będzie już samodzielnym pracownikiem. Najlepszym rozwiązaniem w takich sytuacjach było właśnie zgłoszenie się do Bartosza, który zawsze pomógł. Na moim kursie jednym z wykładowców był Mateusz Marmołowski z Professora Why’a, który odpowiadał za PHP. Według mnie był to najlepszy prowadzący, który odznaczał się największą wiedzą na tle pozostałych wykładowców. Mateusz miał wszystkie dokumentacje w głowie, nie musiał niczego szukać, na co też nie było czasu w trakcie zajęć. Tak naprawdę to my mówiliśmy, co ma tworzyć. A on pisał to po prostu na żywo, bez zastanowienia, bez jakiegoś specjalnie przygotowanego planu. Tym od razu wzbudzał wielki autorytet i uznanie grupy. Ja chętnie uczyłem się dodatkowo na przykładzie jego strony internetowej. **Kuba:**Także podczas mojego kursu okazało się, że Bartosz jest do tańca i do różańca. Najpierw zasypywał nas wiedzą, a później grał w piłkarzyki i brał udział we wspólnych wyjściach. Towarzyszył nam praktycznie bez przerwy, a jego commity pojawiały się nocami. Chwilami zdawało nam się, że chyba wcale nie sypia, tak to przynajmniej wyglądało. Z kolei drugi prowadzący, który zapadł mi w pamięć, to Paweł Kaczmarek. Całą wiedzę, jaką zarzucał nas Bartosz albo czego nie rozumieliśmy, nie miał siły albo nie wiedział, jak nam to wytłumaczyć, Paweł potrafił przełożyć na ludzki język rozwiewając wszystkie nasze wątpliwości.

Mówicie o naprawdę dużym wysiłku i porządnej dawce materiału podawanej na kursie. Można się do tego jakoś przygotować przed samym kursem, żeby potem było łatwiej?

**Kuba:**Tak, np. z podstaw technologii. Warto zrobić kilka dobrych jakościowo kursów on-line, które dokładnie tłumaczą podstawy z HTMLa, CSSa, Bootstrapa. Oprócz tego trochę dotknąć JavaScriptu oraz zdecydowanie jQuery. Dzięki temu po przyjściu na kurs będzie już wiadomo, o czym jest mowa. Wiedziałem przed kursem, czego powinienem się uczyć, ale nie do końca (tak jak po kursie) miałem na to czas albo ujmując inaczej, czas miałem, nie potrafiłem go odpowiednio dobrze sobie zorganizować. W przeciwnym razie byłoby mi na kursie o wiele łatwiej. Więc rada dla przyszłych kursantów, przyłóżcie się naprawdę rzetelnie do podstaw, które są używane wszędzie i które każdy musi znać. Jeżeli macie pytania, jakie to powinny być konkretnie technologie i w jakim zakresie, to zapytajcie o to wprost podczas rozmowy rekrutacyjnej z pracownikami Akademii, wtedy wszystkiego się dowiecie i będziecie mieli szansę się przygotować. **Marek:**Ja zaplecze wiedzy ogólnej miałem już przed kursem. Od najwcześniejszych lat swojego życia pracowałem i zarabiałem na komputerach jako informatyk. Dzięki temu miałem świadomość, jak funkcjonuje ten cały mechanizm, więc podczas kursu było mi dużo łatwiej wiele rzeczy zrozumieć. Jeżeli natomiast chodzi o rzeczy zupełnie nowe, to jako przykład mogę podać obiektowość, która okazała się dla mnie bardzo dużym przeskokiem abstrakcyjnym. Moim zdaniem warto jeszcze przed zajęciami opanować podstawy tego typu zagadnień. Szacowałbym, że na moim kursie ok. 90% grupy nie poradziło sobie ze wspomnianą obiektowością. Tempo było szybkie, a poziom abstrakcji tak wysoki, że bardzo ciężko było to sobie poukładać. **Kuba:**Warto może jeszcze rok dłużej zostać w swoim zawodzie, po godzinach uczyć się podstaw programowania i zacząć kurs posiadając już te podstawy. czytaj dalej >>

Zanim przyszliście na kurs prowadziliście już razem jedną działalność. Teraz dołączyła do niej druga firma o charakterze programistycznym. Wasz czas musiał skurczyć się do minimum!

**Kuba:**Paradoksalnie nie. Dzięki temu, że nauczyliśmy się programować, mamy więcej czasu, ponieważ, nawiązując do wcześniejszych słów Marka, udało nam się zautomatyzować w firmie dużo procesów. Dzięki temu zabiegowi mamy czas zajmować się innymi rzeczami. **Marek:**Tak, też powiedziałbym, że paradoksalnie mamy dużo więcej czasu. Pomimo tego, że prowadzimy dwie firmy, pracujemy mniej niż wcześniej. Wiedza z zakresu programowania dała nam umiejętności, dzięki którym mogliśmy to zrealizować. **Kuba:**Wcześniej byliśmy na granicy pracoholizmu. Spędzaliśmy w pracy po kilkanaście godzin na dobę. Teraz czasem bywa tak, że faktycznie pracujemy kilkanaście godzin, jeśli jest taka potrzeba lub np. poczujemy, że akurat teraz jest ten czas i miejsce na realizację pewnych planów, ale zdarza nam się, że czasami pracujemy nawet po pół etatu prowadząc dwie firmy i nie mamy z tym żadnego problemu. **Marek:**Czasem zdarza się, że pracujemy nawet mniej. Nie mamy ochoty pracować, to nie pracujemy, tylko gramy na konsoli, ponieważ możemy sobie na to pozwolić.

To jak wygląda typowy dzień waszej pracy, w której sami jesteście swoimi szefami, ale i zarazem pracownikami?

**Kuba:**Zatrudniamy kilkanaście osób w swojej pierwszej firmie i całą firmę prowadzimy zdalnie. Nie mamy żadnego biura ani żadnego miejsca, gdzie się spotykamy. Tylko narzędzia i kanały komunikacji zdalnej. I tak naprawdę każdy z nas pracuje tam, gdzie chce. Latem pracujemy na działce u Marka - siedzimy sobie w ogrodzie, opalamy się, kodujemy albo robimy różne inne rzeczy. Tak naprawdę wystarcza nam telefon i router bezprzewodowy. Zabieramy ze sobą nasze psy i tak pracujemy. A zimą bywa różnie. Czasem się spotkamy, bo poza pracą przed monitorami chcielibyśmy zająć się czymś innym, pomyśleć, zrobić burzę mózgów itp. W tym celu faktycznie łatwiej jest się spotkać, ale większość czasu pracujemy jednak oddzielnie, każdy z domu. **Marek:**Myślę, że można to podsumować w prosty sposób: „kiedyś musieliśmy, teraz możemy”. I teraz jeśli chcemy, to faktycznie się spotkamy, by coś razem porobić, ale z żadnej strony nie ma takiego przymusu. **Kuba:**Tak, ja teraz więcej czasu spędzam w domu, jako że moja rodzina wymaga więcej uwagi. Do tej pory byliśmy sami z żoną, więc było łatwiej. Teraz jednak pojawiły się dzieci, więc chcąc nie chcąc, gdy pracuję w domu, to one skupiają na sobie uwagę i im poświęcam czas. Więc przyznaję się, czasem uciekam. Uciekam do Marka albo do kawiarni na miasto. Mimo że jest mniej wygodnie, bo nie mam monitorów i wszystkich swoich narzędzi, to muszę uciec, bo tam jest produktywniej. Bardzo cenię tę dowolność, która pozwala nam nie przykuwać się do jednego biurka w jednym budynku. W jej efekcie nie cierpimy też na korki i dojazdy, chyba, że z własnej woli.

Czym jeszcze różni się “praca na swoim” od etatu?

**Marek:**Moi znajomi czasem mówią, że moje drugie imię to „optymalizacja”. Ja uwielbiam wszystko optymalizować, a dojazdy stanowią dla mnie wielką stratę czasu. Dlatego cieszę się, że udało nam się z Kubą osiągnąć taki etap, w którym jesteśmy całkowicie zdalni, przez co też niezależni. Czasami zdarza się tak, że wstaję któregoś dnia i do głowy przychodzi mi myśl „Nie chce mi się!” i wtedy nic nie robię. To także ma swoje plusy. Naprawdę, polecam każdemu. Być może nie brzmi to najlepiej, kiedy się tego słucha , wiem, że zwłaszcza dziwnie jest to odbierane przez ludzi, którzy pracują na etacie – nie rozumieją tego, uważają takie zachowanie za marnowanie czasu, ale to nie do końca tak jest. To wewnętrzne lenistwo sprawia, że nasze firmy się rozwijają, ponieważ dzięki niemu zautomatyzowaliśmy rzeczy, które musieliśmy kiedyś codziennie robić sami. Stworzyliśmy narzędzia, które stały się darmowymi pracownikami. Oczywiście w takiej sytuacji moglibyśmy inaczej spożytkować ten czas. Dużo więcej pracować, dzięki czemu wszystko nabrałoby jeszcze większego pędu, ale uważamy, że nie do końca to jest celem samym w sobie . Trzeba szanować siebie i swoje życie, realizować marzenia.

Jesteście panami własnego czasu, którego, jak sami mówicie, ostatnio macie o wiele więcej. Na co go wykorzystujecie? Czy macie jakąś pasję?

**Kuba:**Mamy tak dużo pasji, że nie wiemy, na którą się decydować. To też jest ciekawe, że tylu rzeczy chcielibyśmy spróbować, nauczyć się, tylu rzeczom poświęcić czas. Nie jesteśmy jednak w stanie poświęcić się im wszystkim, toteż musimy wybierać. Kiedy połkniemy bakcyla na coś konkretnego, to poświęcamy temu dużo czasu i energii. Później ta pasja się wypala. Podobnie jak można wypalić się zawodowo, zmęczyć na chwilę i wtedy trzeba zająć się czymś innym. Dlatego ja mieszam sport, książki, podróże. **Marek:**Od zawsze byłem człowiekiem, którego interesowało wiele rzeczy, przez co nie mogłem się zdecydować na robienie jednej konkretnej. Zamiast tego, co chwila zaczynałem coś nowego. Wielu ludzi postrzega to jako minus, dlatego pewnie przez całe dzieciństwo uważałem to za swoją wadę. Dopiero w późniejszym czasie, gdy poczytałem literaturę ikon biznesu, okazało się, że oni też byli zainteresowani wszystkim, przez co sami byli interesującymi osobami, które potrafiły wypowiedzieć się na różne tematy. W naszym przypadku chyba jest podobnie – mamy wiele pasji, o czym już Kuba wspomniał. Mnie w tej chwili bardzo interesują wszystkie alternatywne źródła energii, ekologia i zdrowie. **Kuba:**Kiedyś chciałem startować w triatlonach, fascynowałem się tym, planowałem i nagle stwierdziłem, że już nie chcę tego robić. Ktoś mi powiedział: „Bez sensu, trzy miesiące to planowałeś, zrobiłeś wielkie założenia i nic z tego”. Ja jednak przez te trzy miesiące zdążyłem się już tym nacieszyć i oddać się kolejnej pasji. Więc ja też nie uważam, że skłonność do tego rodzaju zmienności jest czymś złym. Dzięki niej możemy więcej w życiu skosztować, więcej się nauczyć, otworzyć sobie horyzonty. Dziękuję za inspirujący wywiad. Wasza historia na pewno okaże się motywująca dla ludzi, którzy nie są pewni czy w ich życiu jest jeszcze czas na zmiany i nowe wyzwania. Życzę Wam dalszych sukcesów w prowadzeniu firmy i realizacji nowych planów. I przede wszystkim, udanej zabawy na Księżycu! Rozmawiała Agata Kulbicka